Tekst i fotografie: Przemek Jankowski

„czy nie miałeś z tym nigdy problemu?”.

A czy problem ma Andrzej Poniedzielski, że Andrus (razem prowadzili i wymyślili „Nieświeżego kangura w Watykanie”) wygląda przy nim na mężczyznę niesamowicie temperamentnego? Andrzej, jak to przeczytasz, odpowiedz.

Podsumowując, Artur to jest Ktoś!

Napisał ponad 200 utworów, wliczając wiersze, felietony oraz piosenki, z których uwielbiana jest m.in. „Szalona Krewetka”.

Piosenka powstała od hasła rzuconego w programie „Dzięki Bogu już weekend”, a premierowo wykonał ją Zbigniew Wodecki (przy muzyce Włodzimierza Korcza).

Jesteśmy uradowani, że go poznaliśmy, Artura Andrusa, a On zapewne także, że miał przed sobą tylu miłośników swojej twórczości, talentu, pragnących też mieć taką pogodę ducha. 

 

Nie zabrakło też opowieści o kabaretach i stand-upie (Artur sam siebie nazywa „siedzącym stand-uperem). Kabareciarze, zdaniem Andrusa, nadal mają coś ciekawego do przedstawienia, a ci drudzy nie zawsze muszą używać wulgaryzmów, any rozśmieszyć widzów. A propos rozśmieszania, to Artura konferansjera najbardziej bawi, gdy ktoś się przewróci (np. na skórce od banana), ale ostatnio wystarczyła przeczytana gdzieś w łazience sentencja na ścianie: „sercem toalety jest bidet”, aby ze śmiechu rozbolał go brzuch.

Lubi czytać (zwłaszcza, gdy musi coś napisać). Z książek, ponownie sięgnął po „Dzieci z Bullerbyn”. Najmniej dowiedzieliśmy się natomiast o jego udziale w „Szkle Kontaktowym” (oraz odejściu z tego magazynu satyryczno-publicystycznego, który to był emitowany na antenie stacji TVN24 od 25 stycznia 2005 roku). Ale za to przyznał się któryś raz z kolei do wpadki, jaka przydarzyła mu się w nocnej w audycji na żywo z Piotrem Bukartykiem, kiedy przekręcił tytuł utworu Piotra „Prawo do orgazmu”, zadając pytanie gościowi: 

Rozmowa z nim nie dotyczyła jednak tylko dawno minionych chwil, lecz też tych niedawnych przeżyć, doświadczeń. Szczególnie z zainteresowaniem każdy wysłuchał o znajomości Artura Andrusa z wyjątkową, bezpośrednią, znaną z ciętego języka, wspaniałą (niestety już nieżyjącą) Marysią Czubaszek i jej drugim mężem – Wojciechem Karolakiem. Współpraca z nimi, choćby na planie improwizowanego serialu „Spadkobiercy” (tam Maria wcielała się w matkę Andrusa, babcię Maggie; jej odważny, tekst, za który przepraszała: „Ja go nie karmiłam piersią! Ja się brzydziłam!”, przeszedł do historii) czy tworzenia teledysku i piosenek była niezapomniana i cudowna (choć czasami niełatwa). Tak samo znajomość ze zmarłą Joasią Kołaczkowską, Wojciechem Młynarskim (kiedy go pierwszy raz spotkał jako student, zafascynowany jego twórczością, zadał mu pytanie wierszem, aby dostać pracę w radiu) i starszą przyjaciółką Stefanią Grodzieńską (to ta pierwsza dama polskiego humoru, zgłosiła Artura do konkursu Mistrza Mowy Polskiej – po usłyszeniu nominacji Andrus się zestresował, ale ów stres pomógł mu zwalczyć Wojciech Mann).

 

Celnie obserwuje oraz komentuje rzeczywistość, nie uciekając od absurdalnego humoru i ironii, polemiki z klasyką, trafnego komentarza (patrz i czytaj: „Marianek Bambo”). „Pił w Spale, spał w Pile”. I to jak na razie tyle? Oj nie! Tym bardziej, że trafił do Włocławka, gdzie można robić coś więcej. Na przykład opowiadać i opowiadać, i wprowadzać ludzi w dobry nastrój, tak jak to czynił w radiowej Trójce. No i rozdawać autografy. Fotografować się z fanami. A czego dowiedzieli się Ci jego fani w trakcie spotkania? Ano chociażby tego, że Artur marzył, aby być w dorosłości… bibliotekarzem. Ewentualnie, jakby się nie udało, to… maszynistą pociągu. Wyraźnie dawała o sobie znać jego osobowość pełna dystansu do siebie, autorefleksji. Był taki już w czasach młodości jako ministrant, kujon, najgrzeczniejszy harcerz z dyplomem na obozie w NRD, i kiedy w liceum założył chór (więcej o tym w naszej rolce na Facebooku)

Artur Andrus – satyryk, dziennikarz, autor takich książek, jak: „Każdy szczyt ma swój Czubaszek” czy „A koń w galopie nie śpiewa”, był zadowolony i zaskoczony.

Podobnie jak zgromadzona licznie publiczność (głównie osób w dojrzałym wieku), gdyż Artur to faktycznie człowiek, jakim go znamy z telewizji.

Otwarty, ciepły, sympatyczny, szalenie inteligentny, „wyciągający asy z rękawa” w postaci wielu anegdot. Nic dziwnego, że tak lubiany, nagradzany oklaskami.

Byliśmy na pierwszym spotkaniu z nim, zorganizowanym 14 września 2026 roku przez Miejską Bibliotekę Publiczną im. Zdzisława Arentowicza (w ramach cyklu „Czytelnicze Oblicze”) i potwierdzamy, że Andrus to naprawdę „spoko ziomal” (chyba nie obrazi się na takowe określenie?).

 

16 września 2026

Spotkanie z Arturem Andrusem w Miejskiej Bibliotece we Włocławku

Przywitano go we Włocławku gościnnie, po kujawsku! Początkowo myślał, że chlebem, solą i alkoholem, ale okazało się, że inaczej, a jednak równie tradycyjnie, z szacunkiem. Bo piosenką w wykonaniu pań z rozśpiewanego zespołu The Bibliokers, które przypomniały, że „biblioteka to dla duszy apteka”. 

 

INSTAGRAM

FACEBOOK

Stwórzmy nowy wymiar literatury

Opowiedz o nas rodzinie, znajomym, kolegom, koleżankom i przyjaciołom.

U nas każdy znajdzie coś dla siebie do poczytania, czy to z rana, czy wieczorkiem...

Po pracy, po zajęciach, po szkole, po powrocie do domu.

 

U nas znajdziesz tylko takie artykuły,które rozbudzą Twoje emocje!

(+48) 787 913 926 (preferowany kontakt SMS)

redakcja.atrament@o2.pl

Włocławek

Atrament to internetowe, nowoczesne czasopismo literackie, łączące różne style: od vintage po dark akademię. Chcemy być oryginalni. Publikujemy u nas wiersze, teksty zasłużonych wielkich mistrzów pióra z domeny publicznej, utwory początkujących autorów, i co najważniejsze, ciekawe, wciągające, zmuszające do myślenia artykuły, recenzje oraz zapowiedzi książek.

pile of assorted-title books

Media społecznościowe

A website created in the WebWave website builder.