Świnka morska
Pierwszy raz zauważyłem to niedługo przed poznaniem Elli. Fruzia od tygodnia siedziała przed drzwiami i patrzyła na nie, jakby na coś czekała. Nie ruszała się stamtąd ani na krok. Nie wracała nawet wtedy, gdy wsypywałem jej do miseczki karmę dla gryzoni i kusiłem obierkami z jabłek. Tkwiła tam nieruchomo jak kamień, czasem tylko kwiczała lub głośno popiskiwała, zupełnie jakby kogoś nawoływała. Przejrzałem wszystkie informacje w internecie, na temat nietypowego zachowania świnek morskich, ale nigdzie nie trafiłem na opis podobnego. W końcu dałem spokój i zająłem się własnymi sprawami.
Byłem wtedy w dziwnym momencie życia. Niedawno wyprowadziłem się od rodziców i postanowiłem zacząć żyć na własny rachunek. Za pieniądze, które zarobiłem na wieszaniu bilbordów, wynająłem niewielkie mieszkanie na obrzeżach miasta. Miałem zamiar znów iść na studia, zastanawiałem się tylko na jakie. Dotychczas próbowałem studiować ekonomię, filozofię i prawo, nigdzie jednak nie zagrzałem dłużej miejsca. Po prostu po roku lub dwóch stwierdzałem, że to nie dla mnie i odchodziłem bez żalu.
To jednak nie było najgorszym problemem. Znacznie większym była samotność. Do tej pory nigdy jeszcze nie miałem dziewczyny. Wmawiałem sobie, że mam za wysokie wymagania, że gdybym je trochę obniżył, na pewno byłoby inaczej. Prawda była jednak taka, że bałem się to zrobić, bo gdyby nadal nic się nie zmieniło, czułbym się zupełnym palantem. Słowem: żyłem w jakimś dziwnym zawieszeniu i nie umiałem się z niego wydostać.
Oprócz dziewczyny brakowało mi też przyjaciela. W liceum kumplowałem się z Radkiem, ale odkąd wyjechał do Holandii zbierać tulipany, zupełnie straciłem z nim kontakt. Przez jakiś czas starał się namówić mnie na dołączenie do załogi, ale po pierwsze miałem większe aspiracje, a po drugie nienawidziłem tulipanów. Kiedyś, jeszcze w szkole średniej, wręczyłem niewielki ich bukiet dziewczynie, w której się kochałem. Wyśmiała mnie, a kiedy wychodziłem ze szkoły, zobaczyłem wystające z kubła żółte główki kwiatów.
Z tęsknoty za bratnią duszą zawędrowałem do zoologicznego sklepu i kupiłem świnkę morską. Fruzia nie była może piękną dziewczyną, ale przynajmniej tkwiła przy mnie w dobrych i złych chwilach. Nie wyśmiewała mnie, nie wyjeżdżała, zostawiając mnie samego. Miała swoje wady, nie przeczę: gubiła na podłodze bobki, obgryzała meble i darła niepotrzebnie ryja, ale chociaż miałem się do kogo odezwać.
Niedługo po tym, kiedy zauważyłem, że Fruzia godzinami gapi się na drzwi, w moim życiu zjawiła się Ella. Któregoś wieczoru zapukała po prostu do mojego mieszkania, a ja otworzyłem i wpuściłem ją do środka. Nie przyszła bez powodu. Od pewnego czasu opiekowała się sąsiadem z szóstego piętra. Gotowała mu, robiła zakupy, prała i pilnowała, żeby nie wywinął jakiegoś numeru, bo coraz bardziej szwankowała mu pamięć. I to właśnie pranie, które wieszała na sznurku za jego oknem, spowodowało, że zjawiła się u mnie. A właściwie systematycznie srające na nie gołębie, które zrobiły sobie gniazda na moim balkonie. Obiecałem, że uporam się z nimi, a Ella wprosiła się do mnie na herbatę i została na całe pięć miesięcy.
Pomimo że odeszła nagle, naszą znajomość i tak wpisałem na listę moich życiowych sukcesów. Nie była może pięknością, ale spokojnie można było się z nią pokazać. Nie odzywała się zbyt wiele, ale to też było raczej na plus, bo mówiła tylko o jedzeniu. Co ugotowała, co gotuje i co gotować będzie – to jedyne tematy, które poruszała.
Po odejściu Elli przez pewien czas znowu byłem sam. Dziennikarstwo, które studiowałem już pół roku, powoli zaczynało mnie nudzić. Snułem marzenia o założeniu własnej firmy. Myślałem o czymś związanym z czarami: jakieś wróżbiarstwo albo coś w tym stylu. Zacząłem czytać literaturę ezoteryczną. Brakowało mi tylko kogoś, kto pchnąłby mnie lekko palcem i poparł mój pomysł.
I wtedy właśnie Fruzia zaczęła gapić się w niebo, stercząc pod balkonowymi drzwiami, podobnie jak kiedyś stała pod tymi, które prowadziły na klatkę schodową. Niedługo później w moim życiu pojawiła się Sara. Właśnie przyleciała z Holandii, wpraszając się do mnie z butelką Oude Genewera i całą torebką cebulek tulipanów od mojego przyjaciela, Radka. Znał dobrze mój stosunek do tych kwiatów, lecz od zawsze lubił drobne złośliwości. Być może podesłanie mi dziewczyny też miało być czymś w tym rodzaju. Znając moje trudności w damsko – męskich relacjach na pewno nie podejrzewał, że coś z tego będzie. A jednak.
Była idealna. Jeśli jesteś w stanie wyobrazić sobie najładniejszą dziewczynę na świecie, to tak właśnie wyglądała Sara. Jakby tego było mało — na każdy temat miała własne zdanie. A przede wszystkim — była na mnie strasznie napalona.
Spotykaliśmy się codziennie. Piliśmy wino na naszym balkonie, z którego udało mi się pozbyć wszystkich gołębich gniazd. To dzięki niej znów polubiłem tulipany: ich cebulki zasadziła w skrzynkach i wiosną wspólnie cieszyliśmy się ich barwami. Poprosiła, żebym nie rezygnował z dziennikarstwa. Dla niej byłem w stanie to zrobić. Dla niej byłem w stanie zrobić wszystko. Chyba naprawdę ją kochałem.
Pewnego dnia zauważyłem, że Fruzia usiadła naprzeciwko radia i z uporem się w nie wpatruje. Nie odchodziła od niego przez wiele dni. Niedługo potem zjawiła się Sylwia. Studiowała ze mną dziennikarstwo i prowadziła audycje w miejscowej rozgłośni radiowej. Nie wiem, dlaczego jej uległem: była przecież zupełnie przeciętna i w niczym nie dorównywała Sarze. To nagłe oczarowanie było silniejsze ode mnie i zupełnie poza moją wolą.
Rozstałem się z Sarą i Sylwia wprowadziła się do mnie. Wspólnie uczyliśmy się do egzaminów, a na uczelni wszyscy uważali nas za idealną parę. Dzięki jej wsparciu zrobiłem reportaż o paranormalnych zdolnościach zwierząt, którym zachwyciła się cała Polska. Sylwia była ze mnie ogromnie dumna.
Kiedy zaczynałem trzeci rok studiów, nagle mnie opuściła. Nie powiedziała dlaczego. Po prostu spakowała swoje rzeczy i odeszła. Nie zostawiła żadnego listu, nie powiedziała ani słowa na pożegnanie. Kiedy wróciłem z wykładów, w mieszkaniu nie było po niej żadnego śladu. Tak jakby nasze wspólne chwile nigdy nie miały miejsca.
Chciałem wiedzieć dlaczego. Chciałem, żeby podała mi choć jedną, jedyną przyczynę. Gdyby zadzwoniła, może udałoby mi się przekonać ją do powrotu. Wtedy przypomniałem sobie o dziwnym zachowaniu Fruzi, poprzedzającym pojawienie się dziewczyn. Teraz jednak siedziała przeważnie w swojej klatce i wcale nie miała ochoty jej opuszczać.
Po paru dniach ruszyła się jednak i usiadła na wprost telefonu. Tym razem, muszę przyznać, trochę jej towarzyszyłem. Miałem nadzieję, że Sylwia jednak się odezwie. W końcu usłyszałem dźwięk dzwonka.
– Halo! – Doskoczyłem do słuchawki.
– Dzień dobry. Mówi Tamara. Dzwonię z firmy BestTramp. – Usłyszałem kobiecy głos. – Gratuluję wygranej! Został pan wylosowany do przetestowania naszych najnowszych trampek. Proponujemy panu nasze doskonale wykonane obuwie o płaskich, gumowych podeszwach i niskoprofilowych cholewkach. Czy będzie pan mógł stawić się po ich odbiór w środę w hotelu Radisson Collection?
Już niebawem wspólnie biegaliśmy po parku w naszych nowych butach. Potem zdyszani siadaliśmy na ławce i całowaliśmy się do utraty tchu. Tym razem będzie inaczej – mówiłem do siebie, przypominając sobie poprzednie związki. Zrezygnowałem z dziennikarstwa i razem ćwiczyliśmy się w magicznych sztuczkach. Zamierzaliśmy jeździć z nimi po świecie i nigdy się nie rozstawać.
Pewnego dnia zauważyłem, że Fruzia siedzi naprzeciw lustra i wpatruje się w swoje odbicie. Wiedziałem, do czego to zmierza. Zamknąłem ją w klatce i postanowiłem więcej jej stamtąd nie wypuszczać.
Następnego dnia pokłóciłem się z Tamarą. Powiedziała, że jestem zapatrzonym w siebie sukinsynem, który nie umie podjąć samodzielnie żadnej decyzji, a głupi gryzoń rozwiązuje za mnie życiowe problemy. Że jedynym moim osiągnięciem jest durny reportaż o zwierzątkach i cztery przerwane fakultety i że nie potrafię nawet niczego skończyć. Żeby udowodnić jej, że się myli, jeszcze tego dnia skończyłem z nią na zawsze.
Fruzia pozostała ze mną do końca swoich dni.
Kiedy odeszła, skończyłem także ze sobą.
Czas czytania: 10 minut
Gatunek: opowiadanie
Katarzyna Lewandowska
Historia mężczyzny, który nie miał śmiałości do kobiet. Nigdy nie miał dziewczyny, choć próbował - w czasach szkolnych był zakochany, ale jego starania zostały odtrącone, a ponadto jeszcze wyśmiane. Nigdy nie był w żadnym związku. Wyprowadzka od rodziców ma swoje plusy i minusy; minusem jest doskwierająca samotność. W tym celu, bohater postanawia (,,z tęsknoty za bratnią duszą") kupić sobie świnkę morską. Po jakimś czasie, w jego małym mieszkaniu pojawiają się nowe kobiety... ale jaki to ma związek z dziwnym zachowaniem jego ukochanego zwierzątka?
KATARZYNA LEWANDOWSKA
Prozatorka. Malarka. Pedagożka. Animatorka kultury. Urodziła się i mieszka w Rzeszowie.
Publikowała w czasopismach „Fraza”, „Post Scriptum”, „TY.TU.Ł Literacka Wataha” oraz na portalach E-Prawda i Moja Przestrzeń Kultury. Z sukcesem brała udział w konkursach literackich. W kwietniu 2024 roku ukazała się jej pierwsza książka - zbiór opowiadań „Krzesło” (Moja Przestrzeń Kultury), który wyróżniony został w plebiscycie „Książka Roku 2024” na portalu Pisarze Polscy.
W marcu 2025 roku ukazała się jej pierwsza powieść „Najzabawniejszy kawał świata” (Seqoja).
Z wykształcenia pedagog specjalny i plastyk. Pracuje z dziećmi i młodzieżą o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Prowadzi Akademię Twórczego Rozwoju, organizuje warsztaty artystyczne dla dzieci i dorosłych.
Poza literaturą jej pasją jest malarstwo akwarelowe. Swoje prace prezentuje na wystawach zbiorowych i indywidualnych. Laureatka konkursów plastycznych. W wolnych chwilach pochłania ksiażki i podróżuje z aparatem.
Opowiedz o nas rodzinie, znajomym, kolegom, koleżankom i przyjaciołom.
U nas każdy znajdzie coś dla siebie do poczytania, czy to z rana, czy wieczorkiem...
Po pracy, po zajęciach, po szkole, po powrocie do domu.
(+48) 787 913 926 (preferowany kontakt SMS)
redakcja.atrament@o2.pl
Włocławek
Atrament to internetowe, nowoczesne czasopismo literackie, łączące różne style: od vintage po dark akademię. Chcemy być oryginalni. Publikujemy u nas wiersze, teksty zasłużonych wielkich mistrzów pióra z domeny publicznej, utwory początkujących autorów, i co najważniejsze, ciekawe, wciągające, zmuszające do myślenia artykuły, recenzje oraz zapowiedzi książek.
Media społecznościowe
A website created in the WebWave website builder.