Zaznaczmy, że była to już IV edycja, zorganizowana przez Polskie Stowarzyszenie Autorów Niezależnych „Samowydawcy”. Tyle tytułem wstępu.
Festiwal Książek odbywał się dwa dni, w ciepły wrześniowy weekend. Jego oficjalne otwarcie nastąpiło o godzinie 10.15. Wtedy, 26 września, działo się naprawdę sporo. Jak wspomnieliśmy, pojawiliśmy się tam dzień później, ale dziś już wiemy, że warto jednak gdzieś przenocować, aby móc doświadczyć tej przygody dłużej.
A więc w skrócie: spotkanie autorskie z Maciejem Siembiedą (znanym z cyklu z prokuratorem IPN Jakubem Kanią, pisarzem i dziennikarzem), prelekcja z udziałem seniorów o książkach, będących lekiem na samotność, opowieści o podróży na Madagaskar, debata trzech pisarek (Anny Kasiuk, Iwony Klimczak, Malwiny A. Tylewicz) na temat realizmu bohaterów literackich. Między innymi te punkty bogatego programu nas ominęły. Podobnie jak wieczór z mistrzem horrorów – Arturem Urbanowiczem (autorem „Inkuba”) czy dyskusja z Rafałem Sadowskim, który uważa, że „historia jest dla odważnych” (wszak tak zatytułował swój podcast, przekonując, że jednak coś łączy Skłodowską-Curie i braci Wright).
Są takie wydarzenia, których nie możemy przegapić. Szczególnie jako portal literacki ceniący kulturę słowa, inspirujące rozmowy, pisarski talent oraz fantastyczną atmosferę. To wszystko, a nawet więcej odnaleźliśmy na Festiwalu Książek w Płocku. Jedno jest pewne – z wielką ochotą wrócimy tam za rok, gdyż… no właśnie. Czytając dalej, dowiecie się, co takiego nas uwiodło na tej „imprezie”, choć bardziej pasuje określenie „literacka przygoda”. Tak. Była to dla nas przygoda i przyjemność. I zaszczyt zarazem, że mogliśmy uczestniczyć w drugim dniu owego festiwalu (27 września).
W ramach festiwalu, można było też spacerować z przewodnikiem, aby odkrywać Płock pod kątem artystycznym (spoglądać na miejsca, gdzie dochodziło w XX wieku do… różnych skandali).
Ale wreszcie jesteśmy. Dotarliśmy w godzinach przedpołudniowych. Wchodząc do budynku, przyznaliśmy głośno – tak NoveKino Przedwiośnie (przy ul. Tumskiej 5a/2) to idealna „miejscówka”. Bo czyż kino nie ma wiele wspólnego z książkami? Też bardzo działa na wyobraźnię, zapraszając do niezwykłego świata.
Jeśli chodzi o program ostatniego dnia, to był intrygujący. Posłuchaliśmy np. o polskiej „skrzydlatej” husarii. Prelegent Michał Miszyk-Miński wraz z kompanem wyglądali, jakby przenieśli się w czasie z XVII wieku. Pan Michał, rekonstruktor historyczny, niczym Wołodyjowski wywijał szabelką, z pasją opowiadając o jednej z najlepszych formacji wojskowych w Europie. Ekscytująco przekazywała informacje również Marta Rydz-Domańska. To polska graficzka, ilustratorka i autorka książek dla dzieci, znana przede wszystkim jako twórczyni popularnej serii o Kociołku – leniwym kocie, który przez przypadek staje się „astroMIAUtą”. Marta nauczyła dzieci jak nadawać sygnał SOS, machając ramionami i wyjawiła, jakie zwierzęta poleciały w kosmos.
Te atrakcje, bo też tak należy je nazwać, „zamieściliśmy w tym rozdziale”, zamiast opisać wyżej.
Ten Rak ma na imię Radek. Radek Rak. Człowiek. Nie „skorupiak”. Ba! To pisarz. Więcej! To laureat Nagrody Literackiej „Nike”. Najbardziej prestiżowego polskiego wyróżnienia literackiego przyznawanego corocznie za najlepszą książkę roku. Radek otrzymał ową nagrodę w 2020 roku za „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli”. To opowieść w formie gawędy o przywódcy rabacji galicyjskiej, mieszająca elementy historyczne z fantastyką i baśniowością. W trakcie rozmowy z panem Rakiem (także przeprowadzonej, jak wszystkie inne, przez doskonale przygotowanego Jerzego Misiurskiego – dyrektora Biblioteki Publicznej w Opocznie, jednego z partnerów festiwalu), czuliśmy się, jakbyśmy przysłuchiwali się opowieści przy ognisku.
Pisarz tak odpowiadał na zadawane pytania, że każdy był niemalże zahipnotyzowany. Nie dość, że przypomina eleganckiego czarodzieja ubranego w marynarkę (broda, dłuższe włosy), to jeszcze z zawodu jest lekarzem weterynarii. A zatem, było dużo o jego początkach pisania (zawsze piórem, bo tak przelewane myśli są bardziej kreatywne) i obecnej twórczości oraz stylu (kiedyś zapożyczonym od dawnych mistrzów). Ale też o zwierzętach – tak bardzo podobnych do ludzi (nie tylko mowa o makakach).
Miłośnik Tolkiena. Nie dziwne, że fascynacja gatunkiem fantasy rozpoczęła się u niego od przeczytania „Hobbita”. Uwielbia również od 12 roku życia „Wiedźmina” Sapkowskiego. Ceni bardzo Lema (ulubiona książka to „Głos Pana”). Zupełnie odmienną „Maję i czas motyli” (w grudniu recenzja na naszym portalu, autograf na okładce – cudowna pamiątka) napisał jakby „na zamówienie” córki, w zaledwie 6 tygodni w swoim „małym gabinecie”. Teraz pracuje nad książką dla syna, nie zapadając jeszcze w sen zimowy (to człowiek żyjący w świetle słońca). I udziela porad debiutującym pisarzom na spotkaniach autorskich: „Pisanie jest jak wjeżdżanie rowerem pod stromą górkę”, „Czytajcie dokładnie umowy”. A do czytelnika ma jedno zdanie do przekazania: „książka jest mądrzejsza do ciebie, zmienia cię w inną osobę”.
Z kolei Anna Kasiuk to specjalistka od literatury obyczajowej i romansu skrzyżowanego z thrillerem erotycznym. Operująca też w nurcie new adult. Ma ponad 30 powieści w swoim dorobku (wielkie gratulacje!). Założyła wydawnictwo Rebel Rose oraz Stowarzyszenie „Pasja jest kobietą”. Kocha „Wichrowe Wzgórza”. Książki, które „urodziła” traktuje na równi, jak matka własne dzieci.
Annę spotkaliśmy już wcześniej, w głównym holu, obok jej stoiska. Już tam udowodniła, jak jak otwartą osobą jest. Na spotkaniu w sali kinowej „ten obraz silnej, szczerej, tolerancyjnej” kobiety został jeszcze bardziej wzmocniony. Między jej debiutem (przyp. red. „Piąte – nie zabijaj”, III miejsce w plebiscycie na najlepszą książkę, na portalu Granice.pl) a rokiem 2026 upłynęło już przeszło dekada.
W tym czasie Kasiuk poruszała trudne i ważne tematy współczesne, takie jak miłość, zdrada, relacje międzyludzkie czy przyjaźń. Dowiedzieliśmy się, że mężczyzna nie powinien się wstydzić, sięgając po literaturę kobiecą (nie jest to ,,niemęskie''; zrozumieć płeć piękną, spoglądając na świat oczami pań, to cenna lekcja). Polecała, aby jednak najpierw przeczytał „Taksówkarza” (powieść, którą nam podarowała). Padły również pytania związane z jej nowym dziełem („Zośką od miłości”).
Lecz ciekawość była równie zaspokojona, kiedy okazało się, że pisanie książek w duecie lub tercecie to dla Anny żaden problem. Wręcz przeciwnie: to „świetna zabawa i doświadczenie”. Gorzej, gdy ktoś wskazuje i krzyczy „baba za kierownicą”. Wówczas spóźniona z powodu warunków drogowych autorka „I będę cię kochać aż do śmierci” się oburza. I słusznie!
Spotkania i prelekcje to jedno, ale Festiwal Książek w Płocku proponuje też inne atrakcje. A wśród nich warsztaty.
Chociażby malowanie brzegów książek (czynność lubiana przez dzieci, sfotografowana przez nas), różne dodatkowe zajęcia kreatywne, w tym szycie (bookowijki), nauka pisania opowiadań grozy (creepypast) oraz bajkowe gry o emocjach w strefie dla najmłodszych. A więc coś, dzięki czemu kraina książek może być sporo ciekawsza niż ekran smartfona. Skoro to całe wydarzenie jest ściśle złączone z literaturą, to nie mogło zabraknąć targów. Wydzielono dla nich przestrzeń na parterze. Pierwszy raz zobaczyliśmy na żywo tyle barwnych osób (ach, te panie z Płockiego Stowarzyszenia Twórców Kultury!), przywitaliśmy się z tyloma niezależnymi twórcami (piszącymi bez presji czasowej, nacisków wydawcy, oglądania się na panującą modę) i lokalnymi autorami (Mariusz Nowak i Radosław Lewandowski, dziękujemy za dedykację dla nas i książki!), że mieliśmy wrażenie spełnienia i sytości.
I jeszcze te miękkie i twarde, dobrze wyeksponowane, okładki (wiele tak pięknie wydanych powieści, reportaży i przewodników, że trudno oderwać wzrok). A do Marty Kuchcińskiej słowa uznania. Za co? Za odważne projekty ubrań damskich, które nieprzypadkowo promują jej kryminalne romanse i nietypową zasadę, aby nie pokazywać twarzy na zdjęciach :)
Co do samej organizacji, to jesteśmy zadowoleni. Wysoki poziom. Łatwo było nam wszędzie trafić, aczkolwiek poza strzałkami, przydałaby się informacja na oficjalnej, przejrzystej stronie internetowej festiwalu, dotycząca numeru sali, gdzie odbywają się spotkania z topowymi pisarzami oraz prelekcje. Na plus jedzonko przy barze i wejściu. Mimo że płatne, to bardzo smaczne.
Początkowo byliśmy pozytywnie zaskoczeni, widząc mnóstwo ludzi. Okazało się jednak, że część z nich to widzowie, którzy stali w kolejce razem z dziećmi po bilety na filmy będące w repertuarze. Ale rozumiemy, że nie da się wtedy wyłączyć działania kina. Musi ono zarabiać, szczególnie w weekend.
Wyjątkowe wydarzenie, z rodzinnym, ciepłym i przyjaznym klimatem.
W miejscu zadbanym, przestronnym. Te kilka godzin nie zapomnimy nigdy. Cóż dodać więcej. Może to, że każdy wchodzi za darmo i cieszy się, że trafił do magicznej szafy, która „przenosi do Narnii” (choć przy jednym stoisku – do wcale nie aż tak niebezpiecznej Australii!). Dosłownie i metaforycznie.
Będziemy dumni i szczęśliwi, jeśli kolejną edycję obejmiemy naszym patronatem.
PS Nowością, którą chwalimy, było to, że dzień przed oficjalnym startem targów (piątek, 25 września), autorzy odwiedzali płockie szkoły, biblioteki i domy kultury, prowadząc warsztaty literackie i spotkania edukacyjne dla dzieci i młodzieży.
Opowiedz o nas rodzinie, znajomym, kolegom, koleżankom i przyjaciołom.
U nas każdy znajdzie coś dla siebie do poczytania, czy to z rana, czy wieczorkiem...
Po pracy, po zajęciach, po szkole, po powrocie do domu.
(+48) 787 913 926 (preferowany kontakt SMS)
redakcja.atrament@o2.pl
Włocławek
Atrament to internetowe, nowoczesne czasopismo literackie, łączące różne style: od vintage po dark akademię. Chcemy być oryginalni. Publikujemy u nas wiersze, teksty zasłużonych wielkich mistrzów pióra z domeny publicznej, utwory początkujących autorów, i co najważniejsze, ciekawe, wciągające, zmuszające do myślenia artykuły, recenzje oraz zapowiedzi książek.
Media społecznościowe
A website created in the WebWave website builder.