Tęsknota

Z każdą sekundą coraz bardziej bezlitośnie docierało do niej, że to nie będzie zwykłe śledztwo. To, na co patrzyła, było obrzydliwe i chore" (Piotr Kuźniak -„Naprawiacz”).

czwartek, 24 maja 1923

Mamusia znowu wyjechała. Boję się, że znów zniknie na długo. Tak jak ostatnio. Tatuś chodzi smutny, z nikim nie rozmawia. Chyba myśli, że nic nie wiem. Nie jestem przecież malutkim dzieckiem jak Stasiulek. Widzę, co się dzieje w naszym domu. Słyszałam jak Kubisiowa szeptała kucharce, że mama zwariowała. Bo jak można targnąć się na swoje życie. Nie jestem pewna, co znaczy „targnąć się”, ale to chyba nic dobrego. Tata mówi, że mam być grzeczna i modlić się za mamusię. Tylko nie wiem jak. Ciocia Marysia przestała przyjeżdżać. Jest mi tak smutno. Chyba znów będzie z nami nowa bona. Może ona mi powie, jak mam się modlić. Niech już mamusia wróci.

wtorek, 18 grudnia 1923

 

Mamusi nadal nie ma. Tatuś mówi, że choruje i jest w szpitalu. Nie wiem, dlaczego nie możemy jej odwiedzić. No może Staś jest zbyt mały, ale ja? Tęsknię za nią. Co noc mi się śni. Taka smutna, zapłakana. Chciałabym ją przytulić. Nie pamiętam już jej uśmiechu.

Wczoraj Tatuś zabrał mnie do swojej pracy. Jechaliśmy pociągiem. Padał śnieg i widziałam białe domki w Kleparowie. W biurze musiałam być cichutko, żeby mu nie przeszkadzać. Tatuś ma tam tyle rysunków i ważnych dokumentów. Jak będę duża, to też tak chcę. Narysowałam kwiatki dla mamusi. Tatuś obiecał, że po świętach znowu mnie zabierze.

 

środa, 13 lutego 1924

 

Od wczoraj mamy nową bonę. Tatuś uznał, że potrzebuję nauczycielki. Bo wyrośnie ze mnie dzikus. Pani Rita jest taka piękna i elegancka. Prześlicznie się uśmiecha. Chciałabym kiedyś być taka pewna siebie jak ona. I niczego się nie bać.

Bawiła się ładnie ze Stasiulkiem. I zaśpiewała mu kołysankę. Wcale jej się nie bał. A przy pani Helenie cały czas płakał. Pani Rita wcale na niego nie krzyczała, nie to, co pani Magda. Dobrze, że tatuś ją przywiózł.

 

czwartek, 12 czerwca 1924

 

Robiłyśmy dziś z boną rachunki. Chyba niezbyt je lubi. Przeoczyła kilka błędów w moich obliczeniach. Tatuś zauważył je natychmiast po zerknięciu wieczorem w mój kajecik.

Pani Rita opowiadała mi też o historii Polski. Jak ja mam zapamiętać tych wszystkich królów? Potem aż do przyjazdu tatusia czytałyśmy „Awanturę o Basię” pana Makuszyńskiego.

 

piątek, 27 listopada 1925

 

Nie rozumiem, dlaczego pani Rita tak okropnie nas traktuje. Daje nam strasznie mało jeść. Mówi, że dziewczynka nie powinna się tak opychać, bo musi być delikatna. Jak przyjdzie ciocia Maria, to zapytam, czy to prawda. A może lepiej nie, bo znów dostanę lanie od bony. Ale co ze Stasiulkiem? On to nawet płacze, że często boli go brzuszek. Gdyby tylko była z nami mamusia…

Ona na pewno nie pozwoliłaby mi w cieniutkiej sukience jechać wczoraj do biura tatusia. Było okropnie zimno, ale tak bardzo za nim tęskniłam, że musiałam go zobaczyć. Myślałam, że ta żółta sukieneczka jest dość dobra. Innej nie miałam. Nie chciałam wziąć tej pocerowanej, w której chodzę po domu. Pani Ewa, która z nim pracuje, okropnie się zmartwiła, że założyłam letnie ubranko. Szybko zabrała mnie na zakupy i kupiła mi piękną szarą kreację z kokardą w talii. I grube pończoszki. Nie chciałam, żeby zauważyła, że pod spodem nic nie mam, ale chyba się zorientowała, bo po chwili dorzuciła jeszcze komplet bielizny. To było bardzo krępujące. Myślałam, że ze wstydu zapadnę się pod ziemię.

 

poniedziałek, 30 stycznia 1928

 

W sobotę byliśmy z tatusiem w Teatrze Wielkim. Grali „Czupurka”. Historia kogucika była przezabawna. Nawet tatuś się śmiał głośno. Mało tego raz żartował, że ta puszka od sardynek, którą sroka włożyła na głowę Czupurka, pewnie zwabi wszystkie koty z okolicy.

Tak się cieszę, że tatuś mnie zabrał. Zawsze śmiał się, że dzieci nie wpuszczają do teatru. W końcu jednak go ubłagałam. Teatr jest przecudny. Tyle tam rzeźb i obrazów. Tatuś pokazał mi popiersia Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego oraz Jana Kochanowskiego. Widziałam też podobizny Wojciecha Bogusławskiego, Aleksandra Fredry, Juliana Niemcewicza, Franciszka Zabłockiego i jeszcze inne, ale nie zapamiętałam wszystkich. Żeby tylko tatuś mnie nie odpytywał, bo będzie smutny, że nie wiem, kto tam był. Najpiękniejsza była jednak kurtyna. Myślałam, że to będzie taka wielka kotara. Tatuś wytłumaczył mi, że to znany malarz specjalnie dla naszego teatru namalował scenę z postaciami mitologicznymi. Zdziwił się, że nie rozpoznałam Apollina ani Muz. Chyba muszę się tego wszystkiego dokładnie nauczyć, żeby następnym razem zaskoczyć tatusia.

To był taki cudowny wieczór. Po powrocie długo nie mogłam zasnąć z wrażenia. Szkoda tylko, że była z nami ta kobieta.

 

czwartek, 26 lipca 1928

 

Ta kobieta nadal nie odstępuje tatusia nawet na krok. Ostatnio słyszałam, że jak przedstawiał ją gościom, to mówił „moja pani”. Co to ma w ogóle znaczyć! A co z mamusią? Służba szepce po kątach o jakiejś siostrze. Nie wiem, kim jest ta cała Romana i co ma z nami wszystkimi wspólnego.

 

niedziela, 23 marca 1930

 

Nie wytrzymam dłużej tych awantur. Ta kobieta kłamie w żywe oczy. Trwoni nasz majątek na prawo i lewo. Przyjmuje jakieś podejrzane persony. Stale otrzymuje kwiaty, prezenty. Najpewniej ma jakiegoś kochanka. A zresztą, kto wie, czy tylko jednego…

Nie rozumiem, dlaczego tatuś to wszystko toleruje. Chyba rzuciła na niego jakiś urok. Na mnie łzy tej bezczelnej przybłędy nie robią wrażenia. W jego towarzystwie się jeszcze hamuje, ale gdy zostajemy sami, jest ordynarna, niemiła i wciąż karci Stasia lub mnie. Mści się za to, że tatuś uwierzył mi i przekazał domowe finanse pod moją opiekę. Czasem aż się jej boję. Wczoraj słyszałam, jak się kłóciła z żoną ogrodnika i groziła, że prędzej zastrzeli Zarembę, aniżeli opuści jego dom. Czyżby miała na myśli tatusia? Bo chyba nie Stasia…

 

środa, 23 grudnia 1931

 

To najpiękniejszy prezent na święta! Tatuś powiedział, że to koniec. Oddali tę kobietę. Od stycznia zostaniemy tylko my: tatuś, Staś i ja. Bardzo się cieszę. Wreszcie wróci spokój. A może nawet wyzdrowieje mamusia. I znów nas odwiedzi. Pokażę jej grawerowaną wizytówkę z moim imieniem i nazwiskiem, która zawiśnie na drzwiach nowego mieszkania.

Szkoda mi jednak Romki. Trochę jednak będę za nią tęskniła. Tak słodko drepcze za mną i woła „Lusia, Lusia”. Staś już nie chce się ze mną bawić. Prawdziwy z niego kawaler się zrobił.

 

wtorek, 29 grudnia 1931

 

Nie mam siły. Po prostu padam ze zmęczenia. Codziennie jeżdżę do Lwowa porządkować nasze mieszkanie na Dembińskiego. Za 3 dni ta kobieta zostanie w Brzuchowicach. Zniknie z naszego życia jak zły sen.

Nie mogę uwierzyć, że to już koniec. Nareszcie!

Czas czytania: ok. 12 minut

Gatunek: opowiadanie/ pamiętnik

Joanna Strzelecka

grayscale photo of woman looking at the window
29 lipca 2026

10 kroków do... śmierci 

Krótki, ale wzruszający obrazek, kartka wydarta z pamiętnika dziewczynki, która tęskni za swoją mamą. I nie może się z tym pogodzić. Ojciec stara się spełnić w roli opiekuńczego rodzica i troszczy się o nią, jak tylko potrafi. Dają sobie radę. Jakoś muszą to przetrwać. Wszystko zmienia się w dniu, kiedy ojciec załatwia dla niej nauczycielkę. Kobieta, która z początku wydaje się dobroduszna i miła, z czasem zaczyna coraz bardziej ,,panoszyć się" w ich życiu, a co gorsza nie odstępuje jej ojca nawet na krok... Opowiadanie inspirowane jest postacią Lusi Zarembianki.

JOANNA STRZELECKA

Pisanie pomaga jej porządkować myśli i lepiej rozumieć ludzi.

Tworzy opowiadania, eseje i powieści, w których najważniejszy jest moment przemiany – chwila, gdy człowiek bierze odpowiedzialność za siebie i innych. Fascynuje ją literatura jako sposób rozumienia człowieka, szczególnie pozytywistyczna, ale i klasyczną nie pogardzi. Czyta, robi notatki, spaceruje i wierzy, że zawsze warto nauczyć się czegoś nowego – o świecie, o innych i o sobie. Ma nadzieję, że jej teksty skłaniają do refleksji i pozostawiają czytelników z odrobiną ulgi oraz uśmiechem.

INSTAGRAM

FACEBOOK

Stwórzmy nowy wymiar literatury

Opowiedz o nas rodzinie, znajomym, kolegom, koleżankom i przyjaciołom.

U nas każdy znajdzie coś dla siebie do poczytania, czy to z rana, czy wieczorkiem...

Po pracy, po zajęciach, po szkole, po powrocie do domu.

 

U nas znajdziesz tylko takie artykuły,które rozbudzą Twoje emocje!

(+48) 787 913 926 (preferowany kontakt SMS)

redakcja.atrament@o2.pl

Włocławek

Atrament to internetowe, nowoczesne czasopismo literackie, łączące różne style: od vintage po dark akademię. Chcemy być oryginalni. Publikujemy u nas wiersze, teksty zasłużonych wielkich mistrzów pióra z domeny publicznej, utwory początkujących autorów, i co najważniejsze, ciekawe, wciągające, zmuszające do myślenia artykuły, recenzje oraz zapowiedzi książek.

pile of assorted-title books

Media społecznościowe

A website created in the WebWave website builder.